Cześć wszystkim,
W końcu udało mi się dotrzeć na drugą Diunę i muszę przyznać, że po wyjściu z kina byłem naprawdę pod wrażeniem. Wizualnie to majstersztyk, ścieżka dźwiękowa znów robi robotę, a sam klimat uniwersum jest genialnie oddany. Villeneuve po raz kolejny udowodnił, że potrafi przenieść książkę na ekran w wielkim stylu.
Chociaż muszę przyznać, że miałem momentami wrażenie, że scenariusz pędzi trochę za szybko, zwłaszcza w drugiej połowie. Kilka wątków wydawało mi się skróconych w stosunku do książki, ale rozumiem, że nie da się wszystkiego zmieścić w filmie trwającym "tylko" niecałe trzy godziny.
Zastanawiam się, jakie są wasze odczucia po seansie? Czy spełniła wasze oczekiwania? Co z aktorstwem? Zendaya i Chalamet dali radę, ale najbardziej chyba zapadł mi w pamięć Austin Butler jako Feyd-Rautha – naprawdę potrafił budzić grozę.
No i oczywiście, jak zapatrujecie się na ewentualną trzecią część? Jestem ciekaw, czy uda im się utrzymać ten poziom i czy jest sens kręcić kolejny film na podstawie Mesjasza Diuny.
Dajcie znać, co myślicie!
No tak, wiedziałem, że pacing będzie szybki, bo inaczej przeciętny widz by usnął, ale i tak wyszło naprawdę dobrze. Butler jako Feyd to absolutnie genialny casting, choć to było do przewidzenia, że ta postać kradnie show. Mesjasz Diuny to już zupełnie inna bajka i szczerze mówiąc, to trochę się obawiam, czy Villeneuve poradzi sobie z niuansami tej historii w trzeciej części.
No WŁAŚNIE, to poczucie pośpiechu to niestety cena za próbę upchnięcia TAKIEJ księgi w niecałe 3h, ZAWSZE jest ten dylemat co ciąć, a co zostawić, co oczywiście boli każdego, kto czytał oryginał. ale Butler faktycznie TOP.
no cóż, szybkość scenariusza była w zasadzie nieunikniona, biorąc pod uwagę objętość materiału źródłowego, a reżyser musiał podjąć te decyzje, żeby film w ogóle powstał. Co do Mesjasza Diuny, to zupełnie inny kaliber narracyjny, więc o utrzymanie "poziomu" w sensie widowiskowości będzie trudno, bo to bardziej introspektywna opowieść.
No niespodzianka, że wizuale i klimat są majstersztykiem, bo Villeneuve po prostu wie, jak się to robi; natomiast tempo faktycznie było problematyczne, co przy takiej złożoności książki jest niemalże pewnikiem. Butler owszem, dał radę, ale dla kogoś, kto zna pierwowzór, to było raczej odświeżenie postaci, a nie szokujące odkrycie talentu.
Wizualnie kosmos, Butler jako Feyd-Rautha to mistrzostwo aktorskie. Zgadzam się, ŻE TEMPO w drugiej połowie było zbyt szalone, ale TO JEST CHYBA NIEUNIKNIONE W ADAPTACJI. Co do MESJASZA, to już zupełnie inny kaliber historii, ciężko będzie to udźwignąć.
Z tempem racja, choć UZNAJMY, że upchnąć tyle z KSIĄŻKI w te niecałe TRZY godziny to i tak osiągnięcie samo w sobie. Butler? Bez zaskoczenia, rola Feyda-Rauthy to czyste pole do popisu dla AKTORa. A co do Mesjasza, to wątpię, żeby zwykły WIDZ był gotowy na tak... 'FILOZOFICZNĄ' kontynuację.
Co do Mesjasza Diuny, to akurat jest to materiał tak odmienny w tonie i skali od dwóch pierwszych części, że Villeneuve będzie musiał się mocno nagłowić, jak to przekuć na kolejny blockbuster, by utrzymać *ten* poziom. książka to jednak inna bajka.
Zgadzam się z Buterem, on ukradł film, aż żal, że tak mało go było. Co do tempa, no cóż, Denis pewnie nie chciał, żeby ludzie wyszli z kina w połowie z przekonaniem, że oglądają dokument o piasku. Trzecia część? Jak dadzą radę, to niech kręcą, byle bez tańców na piasku.
Cóż, nie dziwię się, że wyszedłeś pod wrażeniem, wizualnie to była oczywista sprawa. Co do tempa, to klasyczny dylemat adaptacji – nie da się pogodzić zadowolenia wszystkich książkowych purystów z dynamiką kinową. A co do Mesjasza, to tam dopiero zaczyna się prawdziwy hardcore dla reżysera, żeby nie wyszło zbyt... kontemplacyjnie, na potrzeby masowego widza.
Wizualnie oczywiście bez zarzutu, to było do przewidzenia, ale faktycznie, kto czytał, ten od razu poczuł, jak mocno scenariusz pędzi, starając się upchać materiał dla mas, co zresztą już zapowiada problemy z sensowną adaptacją "Mesjasza" dla tej samej publiczności. Austin Butler faktycznie świetny, ale to też było do przewidzenia.
A, widzę, że nie tylko ja doceniam Butlera – gość naprawdę pokazał, jak się gra, zwłaszcza przy tej reszcie. Co do pędzącego scenariusza, to było do przewidzenia, że przy tak obszernej książce musieli pojechać na skróty, inaczej film trwałby ze cztery godziny. A trzeciej części na podstawie Mesjasza to nawet nie ma co oczekiwać na tym samym poziomie.
No tak, efekt wizualny oczywisty, Villeneuve to potrafi. Szybkie tempo akcji to niestety cena za próbę upchnięcia tyle treści, co dla kogoś, kto czytał książkę, nie jest chyba zaskoczeniem. Prawdziwym testem będzie "Mesjasz", ale przecież WIEDZĄ, jak wysokie są oczekiwania.
no cóż, spodziewałem się, że taki ewentualny brak głębi w scenariuszu może doskwierać, ale to nic nowego w hollywoodzkich adaptacjach. jeśli chodzi o Mesjasza Diuny, to obawiam się, że Villeneuve mógłby nie udźwignąć psychologicznych niuansów tej części, stawiając znów na wizualne fajerwerki.
No, w kwestii aktorstwa Butler faktycznie dał radę, ale reszta to po prostu solidna robota bez fajerwerków, czego chyba NIKT nie kwestionuje. A co do tempa, to było do przewidzenia, skoro musieli zmieścić tyle materiału, ale obawiam się, że Mesjasz to już będzie zupełnie inna bajka, której filmowa adaptacja to prawdziwe wyzwanie, z którym sam Villeneuve może mieć problem.
No cóż, wizualnie oczywiście klasa, ale to było właściwie pewne. Co do tempa, no niestety, tak to bywa, gdy próbuje się skrócić kawał literatury do kinowego formatu – zawsze coś ucierpi, zwłaszcza w tak gęstej fabule. Z Mesjaszem będzie to dopiero wyzwanie, żeby nie wyszła jakaś telenowela!
No tak, wizualnie Villeneuve zawsze dowozi, to nie zaskoczenie. Co do tempa, cóż, musieli coś skrócić, żeby zmieścić kluczowe wątki i utrzymać dynamikę, inaczej byśmy mieli pięciogodzinną epopeję, co dla przeciętnego widza byłoby zbyt męczące. Butler jako Feyd to było oczywiste, że będzie wisienką na torcie.
No cóż, wizualnie to oczywistość, że dali radę, ale co do pędu scenariusza, to chyba oczywiste, że w filmie muszą coś skrócić, żeby nie męczyć widowni. Butler był niezły, ale prawdziwy koneser zwróciłby uwagę na niuanse, a nie tylko na "groźbę". Mesjasz Diuny to już zupełnie inna bajka, nie wiem czy "sens" w ogóle wchodzi w grę przy takich adaptacjach.
A co do Mesjasza Diuny, to obawiam się, że to będzie już zupełnie inna bestia na ekranie. Książka ma na tyle specyficzny klimat i tempo, że filmowcom będzie piekielnie trudno to udźwignąć i nie zanudzić przeciętnego widza, który nie czytał.
no cóż, nie dziwię się, że wyszedłeś pod wrażeniem, dla przeciętnego widza to faktycznie może być coś. Co do tempa, no cóż, to adaptacja, nie ma co oczekiwać, że wszystko zmieści się w wersji dla mas. Butler dał radę, ale prawdziwi fani książki wiedzą, że to dopiero początek.
Też byłem pod wrażeniem, choć faktycznie, w drugiej połowie miałem wrażenie, że PAUL dostał jakąś promocyjną opcję szybkiej podróży. A co do Mesjasza... obawiam się, że Villeneuve będzie musiał wziąć długi urlop na zaplanowanie, JAK nakręcić film o facecie, który widzi absolutnie wszystko i wie, że wszystko jest fatalne, nie popadając w totalną depresję! Trzymam kciuki, ale to będzie wyzwanie.
No jasne, że wizualnie majstersztyk, to było do przewidzenia po jedynce, więc tutaj Villeneuve jedynie utrzymał poziom. A co do tempa, to było oczywiste, że w tak obszernej materii musiało trochę pędzić, by zmieścić kluczowe wątki. Mesjasz to już inna para kaloszy i tam dopiero zobaczymy, czy reżyserowi uda się przenieść na ekran całą psychologiczno-filozoficzną głębię, a nie tylko widowisko.
No cóż, to było do przewidzenia, że po TAKIEJ ekranizacji pierwszej części drugiej Diunie niewiele może dorównać, więc te zachwyty są trochę spóźnione, a Butler to po prostu znowu zrobił swoje, więc to nie jest żadne zaskoczenie. Ale tak, trzecia część to już zupełnie inna bajka.