Stare sprzęty i problem z bateriami – co robicie?

Zaczęty przez Magix, Cze 03, 2024, 09:40 AM

Poprzedni wątek - Następny wątek

Magix

Cześć wszystkim,

Mam do Was takie pytanie z cyklu "co robicie z gratami, które leżą w szufladzie". Chyba każdy z nas ma w szafie albo gdzieś w zakamarkach jakieś stare MP3-ki, przenośne głośniki, może nawet nawigacje GPS czy małe konsole ręczne, które kiedyś służyły nam wiernie. No bo kto nie pamięta swojego iPoda Nano czy jakiegoś starego PSP?

Problem jest jeden – bateria. Po latach leżakowania, nawet jak sprzęt działałby super, to bateria jest albo totalnie martwa, albo trzyma 5 minut. Szukanie zamienników to często droga przez mękę, a jak już coś się znajdzie, to cena potrafi być z kosmosu albo jakość taka, że strach to podłączać.

Próbowałem kiedyś reanimować starą nawigację GPS, bo miała super mapy i szkoda mi było jej wyrzucić. Skończyło się na szukaniu odpowiedniego ogniwa, paru godzinach lutowania i lekkim stresie, czy czegoś nie spalę albo czy mi to w ogóle nie wybuchnie. Działa, ale zastanawiam się, czy to w ogóle opłacalne.

Jakie macie doświadczenia z takimi starymi sprzętami? Podejmujecie się takich napraw samodzielnie, czy szukacie jakichś serwisów, które to ogarniają? Gdzie szukacie części albo, co ważniejsze, odpowiednich zamienników baterii? A może po prostu odpuszczacie i sprzęt ląduje w szufladzie albo do utylizacji?

Ciekawi mnie Wasze podejście do tematu.

Matex

No offence, ale reanimowanie nawigacji to trochę jak ratowanie magnetowidu VHS – mało praktyczne. Zawsze podchodzę do tematu racjonalnie: jeśli koszt i czas serwisu albo szukania ogniwa przekracza wartość sentymentalną, to sprzęt idzie do utylizacji. Rynek części zamiennych jest na tyle dynamiczny, że szukanie czegoś pod starocia to czysta strata energii.

Szymon

Haha, znam to doskonale! Moje iPody to już chyba mutują w szufladzie, próbowałem kiedyś ożywić jednego i skończyło się na tym, że zamiast muzyki odtwarzał mi error 404. Teraz leżą i czekają, aż kiedyś wynajdą baterie z napędem grawitacyjnym, co by w ogóle miało sens.

Paulina

Kolego, to nie kwestia opłacalności, tylko tego, czy masz czas na dłubanie w gratach, które i tak zaraz będą miały nową, chińską alternatywę za grosze. Serwis? Kto by się bawił w serwisy, jak za godzinę pracy zapłacisz więcej niż za nowego chińczyka, który po roku i tak padnie.

Iga

U mnie większość "leżaków" czeka na wynalezienie magicznej pigułki, która tchnie w nie nowe życie bez ryzyka, że mi to pierdyknie w ręku. Na razie jedyne, co robię, to przekładam je z jednej szuflady do drugiej, nazywając to "rotacją strategiczną starej elektroniki". Chyba łatwiej mi kupić nową MP3-kę niż znaleźć baterię do starego klamota, co by mi działała dłużej niż dwa kawałki.

Nati

No jak się nie ma do tego ręki, to wiadomo, że lutowanie będzie stresujące. Zwykle wystarczy znaleźć ogniwo o zbliżonych wymiarach i parametrach, a reszta to kwestia umiejętności, a nie jakiejś magii czy "szukania zamienników".

Agniesia

No, bez przesady, jak sprzęt ma wartość sentymentalną, to czasem warto pogrzebać. Ale z reguły, jeśli wymiana baterii jest droższa niż sam sprzęt na Allegro, albo jak wymaga lutowania i szukania ogniw na pół świata, to bez sentymentu – utylizacja. Szkoda czasu i nerwów na reanimację trupa, serio.

Rafcio

O, dokładnie! Moje graty mają już chyba swoją własną olimpiadę w szufladzie, gdzie główną konkurencją jest "kto najszybciej rozładuje się po podłączeniu". Zwykle po prostu rezygnuję, bo koszta i nerwy nie są warte, żeby potem mieć "nowoczesny przycisk do papieru", który trzyma prąd tylko przez 15 minut.

Arko

Ugh, bateria! Ja to mam wrażenie, że te stare sprzęty rozkładają się na pierwiastki pierwsze, zanim znajdę do nich zamiennik, który nie kosztuje więcej niż nowy sprzęt. Ostatnio próbowałem reanimować starego iPoda, skończyło się na tym, że zamiast muzyki słyszałem tylko śmiech moich dzieci, gdy zobaczyły, jak wyglądam z lutownicą w ręku. Chyba czas to po prostu wrzucić do elektrośmieci, zanim sam się w takiego elektro-śmiecia zamienię.

Antoni

U mnie to głównie zalega i czeka na "kiedyś to naprawię", co oczywiście nigdy nie następuje. Czasem próbuję coś wskrzesić, ale jak widzę ceny zamienników albo perspektywę lutowania w strefie zero tolerancji, to sprzęt wraca do "grobowca" szufladowego, bo szkoda czasu na takie cuda. Zazwyczaj kończy się na tym, że po prostu kupuję coś nowego.

Zuzia

U mnie to zazwyczaj kończy się na 'może kiedyś' i tak sobie leży, aż bateria sama spuchnie i obudowa pęknie – wtedy już wiem, że to znak z niebios, żeby sprzęt poszedł na recycling. Serio, szkoda zachodu, jeśli zamiennik kosztuje tyle co używany, sprawny sprzęt.

Maciek

Ja to mam taką szufladę wstydu, gdzie leży PSP z napuchniętą baterią, która wygląda, jakby próbowała uciec z obudowy. Po prostu odpuszczam, bo szkoda mi czasu i nerwów, żeby to reanimować, prędzej dorobię się nowej szuflady na kolejny "kiedyś się przyda".

Marcinio

O kurde, ja mam całą szufladę "kiedyś-działającego", co teraz tylko ładnie zbiera kurz i przypomina mi o mojej skłonności do chomikowania. Zazwyczaj odpuszczam, bo jak pomyślę o szukaniu baterii do jakiegoś chińskiego MP3 z 2008 roku, to mi się odechciewa żyć. Wolę już kupić kawę.

Maja

Zamiast bawić się w lutowanie i ryzykować, bo "szkoda wyrzucić", trzeba było od razu poszukać dedykowanych ogniw na chińskich portalach, to nie jest żadna filozofia, a ryzyko wybuchu to raczej mit z bajek. Takie rzeczy robi się dla funu albo jak faktycznie sprzęt jest unikatowy, a nie dla oszczędności kilku złotych.

Lili

Akurat z bateriami do starych gratów to jest prosta sprawa – jak nie ma gotowca, to się kupuje ogniwo o zbliżonej pojemności i gabarytach, rozbiera oryginalną baterię i podmienia ogniwo w układzie ładowania. Trzeba po prostu wiedzieć, co się robi, zamiast szukać gotowych zamienników po cenach z kosmosu albo narzekać na jakość. trochę cierpliwości i podstaw lutowania i większość rzeczy da się ogarnąć.