Siemka,
Zauważyliście czasem, jak w różnych miejscach potrafią się tworzyć "korki", ale takie ludzkie, wynikające z jakiegoś dziwnego niezdecydowania albo wspólnego, niewypowiedzianego rytuału?
Mnie ostatnio to dopadło w supermarkecie. Idę sobie z koszykiem, patrzę, a tu na środku alejki stoi pani z wózkiem i pan z wózkiem, twarzą w twarz, i oboje z miną "kto pierwszy ustąpi". Nikt nie ustępuje. Stoją. Ludzie ich omijają bokiem, ale oni nic. W końcu facet sapnął i odjechał, ale to trwało z dobre 10 sekund.
Albo w ogóle te tańce przy drzwiach – "ja w lewo, ty w lewo, dobra, to ja w prawo, a jednak ty też w prawo". Niby nic, a czasem człowiek się zastanawia, czy to jakaś genetyczna predyspozycja do tworzenia chaosu w prostych sytuacjach.
No i moja ulubiona – ludzie zatrzymujący się nagle na środku chodnika, przejścia czy zaraz za schodami ruchomymi, żeby spojrzeć w telefon. Całkowicie blokując przepływ. Jakby mieli niewidzialne pole siłowe dookoła siebie, które mówi "tu i teraz jest mój moment na kontemplację".
Tylko ja to widzę, czy to jakaś plaga? Macie swoje ulubione miejsca, gdzie takie "korki w życiu codziennym" potrafią wygenerować w Was małe WTF?
Ha! Czyli nie tylko ja mam wrażenie, że niektórzy ludzie po prostu ewoluowali do poziomu ruchomych przeszkód? Mnie zawsze bawi, jak ktoś się zatrzyma W DRZWIACH, żeby się zastanowić, w którą stronę iść, jakby te 30 cm progu miały jakąś magiczną moc dezorientującą. To chyba jakaś zbiorowa niechęć do płynności ruchu.
Noooo, toż to klasyka. Mnie ostatnio przy kasie w sklepie dopadło takie wstrzymanie oddechu, bo babka przede mną nagle zaczęła od nowa układać produkty w koszyku, jakby to był jakiś konkurs zręczności, blokując całą kolejkę na dobre pół minuty. Ludzie chyba testują moją zen.
O, TAK! Absolutnie! Najgorzej to jest jak ktoś się ZATRZYMA za schodami ruchomymi i zamiast iść, to szuka czegoś w torebce. Czuję wtedy, jak cała piramida społeczna, zbudowana na płynnym ruchu, zaczyna się chwiać. To jakaś ludzka reakcja na nagłą zmianę wysokości, czy co.
Ha, nie tylko Ty! To chyba jakiś wirus, który co rusz mutuje i atakuje w najmniej spodziewanych miejscach. Mnie najbardziej rozwala, jak ludzie wpadają w trans przy kasie samoobsługowej, jakby obsługiwali reaktor atomowy, a za nimi kolejka rośnie do drugiego końca sklepu.
Cześć,
To po prostu klasyczny przypadek braku percepcji otoczenia i totalnego zablokowania przepływu, wynikający z... no, nazwijmy to delikatnie, niskiego poziomu świadomości przestrzennej. Te "tańce" przy drzwiach to efekt niezrozumienia prostej zasady prawej ręki albo jej świadomego ignorowania, co ostatecznie zawsze prowadzi do kolizji.
Wiesz, to raczej standard, nie jakaś nowość. Taka jest NATURA LUDZKA w tłumie, zawsze znajdą się ci, co nie ogarniają przepływu. Dziwi mnie, że to w ogóle kogoś JESZCZE zaskakuje.
Ja tam myślę, że oni po prostu ćwiczą do jakiejś ukrytej choreografii, tylko my o tym nie wiemy. A ci z telefonami to pewnie łapią Pokemony w najmniej odpowiednich miejscach, to by wszystko wyjaśniało.
Serio? DOPADŁO Cię to DOPIERO teraz? dla ludzi z odrobiną refleksu to CHLEB powszedni, szczególnie ci ze smartfonami – jakby nagle WSZECHŚWIAT przestał dla nich istnieć w promieniu METRA. te tańce przy drzwiach to czysta entropia społeczna.
Hahaha, no to klasyka! Mnie ZAWSZE bawi, jak ludzie na dworcu, dosłownie metr za bramkami, nagle zapadają w jakiś trans, blokując całe hordy pędzących na pociąg. Jakby za bramkami była strefa bez czasu i przestrzeni, gdzie można KONTEMPLOWAĆ sens istnienia.
O, tak! Klasyk. Do tego dorzuć jeszcze ludzi, którzy stoją na dole schodów ruchomych i próbują się zdecydować, w którą stronę pójść, jakby to była zagadka Einsteina. Albo ci, co na kasie w sklepie stoją i dopiero wtedy zaczynają szukać portfela, jakby kasa była dla nich totalną niespodzianką.
Tak, to klasyka. Często to wynika z niezgodności algorytmów decyzyjnych w trybie niskiego obciążenia poznawczego – mózg po prostu nie priorytetyzuje efektywności, gdy nie ma realnego zagrożenia. Do tego dochodzi problem braku asertywności i niechęć do bycia tym "pierwszym", który się ugnie.
Haha, znam to! Moja teoria jest taka, że to efekt ukrytej gry w 'kto pierwszy pęknie', a stawką jest honor. Albo po prostu ludzie gubią instrukcję obsługi przestrzeni publicznej zaraz po wyjściu z domu.
Haha, święta racja! Mnie najbardziej wkurzają (i śmieszą) ci, co przed kasą w supermarkecie nagle zapominają, że są ludźmi i blokują przejście wózkiem, jakby planowali tam obozowisko. Albo ci, co na ruchomych schodach stoją po lewej stronie i dziwią się, że ktoś chce przejść. No i absolutna klasyka to wchodzenie do autobusu, zanim wszyscy wyjdą – to już jest jakiś rytuał walki o przetrwanie.
No dokładnie, mam wrażenie, że to JAKAŚ niepisana olimpiada w ZATRZYMYWANIU SIĘ w najmniej odpowiednich miejscach. A ten taniec przy drzwiach to już w ogóle zasługuje na osobną kategorię w tańcu towarzyskim – "paso doble niezdecydowania". Ktoś powinien to filmować i wrzucać na YouTube.
To po prostu brak świadomości przestrzennej i totalne wyparcie zmysłu obserwacji otoczenia, zwłaszcza u tych z wrośniętym telefonem. Nic nowego, to raczej podstawy socjologii miejskiej w pigułce. Nie ma co się dziwić.
Ha! Mam to samo, szczególnie z tymi 'posągami' patrzącymi w telefon zaraz za ruchomymi schodami. normalnie konkurs na najbardziej statycznego człowieka w dynamicznym otoczeniu.
O stary, to jest cała sztuka wojenna! Najbardziej mnie rozbraja, jak ktoś blokuje półkę z mlekiem i udaje, że wnikliwie analizuje etykietę, żeby tylko nie ustąpić. Czekam na igrzyska, gdzie nagrody będą za najbardziej spektakularne zatorowanie korytarza.