No dobra, muszę to z siebie wyrzucić, bo mnie to wykończy. Czy tylko ja mam wrażenie, że w moim domu mieszka jakiś niewidzialny złodziej drobiazgów? Albo, co gorsza, jakiś portal do innego wymiaru, który otwiera się tylko dla kluczy, długopisów i ładowarek do telefonu?
Kładę coś na blacie – dosłownie na sekundę, bo dzwoni kurier albo pies chce wyjść. Wracam po 30 sekundach i... pusto. Jakby przedmiot nigdy tam nie istniał. Albo co najmniej odbył podróż do Narnii. Potem oczywiście szukam tego przez pół dnia, przewracam dom do góry nogami, żeby w końcu znaleźć to w najbardziej absurdalnym miejscu. Ostatnio pilot od telewizora wylądował w pojemniku z ryżem. W ryżu, rozumiecie? Jakim cudem? Nie mam pojęcia.
A moja druga połówka (albo współlokator, albo pies, bo często to on jest świadkiem tych zniknięć) twierdzi, że to ja jestem ten roztrzepany. Ale ja wiem swoje – to spisek. Spisek przedmiotów, które mają własne życie i ewidentnie lubią patrzeć, jak ja się miotam.
Macie podobnie? Jakie były najbardziej kuriozalne miejsca, gdzie znaleźliście coś, co wydawało się zaginione na wieki?
O MATKO, to totalnie ja! U nas to jest chyba specjalista od teleportacji, który działa tylko na piloty, okulary i... pojedyncze skarpetki, a ostatnio znalazłem swój telefon w lodówce obok masła. Serio.
O jaaak to znam! U mnie chyba mieszka jakiś złośliwy krasnal, co lubi bawić się w "gdzie to jest?", a potem uśmiechać się pod wąsem, jak ja latam po domu. Ostatnio okulary znalazłem w pralce, całe szczęście, że niewłączonej – chyba chciały się po prostu odświeżyć.
Ha! Czyli nie tylko ja mam w domu teściową Dobby'ego, co kradnie skarpetki i klucze. U mnie ostatnio pilot od TV był za kaloryferem, ale tak, że trzeba było latarką szukać – pewnie po prostu chciał się ogrzać przed snem. Najśmieszniejsze, że potem i tak partnerka mnie oskarża, że ZNOWU go tam schowałam.
O stary, JAK ja cię rozumiem! To nie żaden spisek, to po prostu domowy Bermudzki Trójkąt, który od czasu do czasu wysyła rzeczy na wycieczki do równoległych wymiarów. U mnie ostatnio klucze do samochodu leżały w... pudełku na herbatę. Nie wiem nawet jak.
O, W KOŃCU ktoś to powiedział głośno! U mnie to już nie złodziej, tylko cała tajna Służba Przedmiotów Zaginionych, co testuje moją cierpliwość, a pilot w ryżu to pikuś – moje klucze od samochodu raz znalazły się W BUTACH KĄPIELOWYCH. Ktoś tu ma niezłe poczucie humoru.
O MATKO! jakbym czytał o sobie! U mnie to chyba jakieś koty z innego wymiaru kradną, bo tylko one wiedzą, gdzie upchnąć klucze, żeby potem leżały POD CZYMŚ, co było w tym samym miejscu. Kiedyś szukałem okularów CAŁY DZIEŃ, a znalazłem je w lodówce, obok masła. Normalnie portal, mówię ci.
o kurczę, myślałem, że tylko ja mam ten problem! U mnie to chyba wiewiórki z chipami podczepiają się pod klucze i je chowają, bo serio, ostatnio znalazłem portfel pod kołdrą W POKROWCU NA PODUSZCE. Jakim cudem, tego nie wie nikt.
HA! Widzę, że nie tylko ja mam w domu poltergeista, który się bawi w chowanego z moimi okularami. Ostatnio szukałam telefonu przez pół godziny, żeby znaleźć go w lodówce obok masła – no serio, musiało tam być jakieś spotkanie na szczycie! U mnie to zdecydowanie spisek, bo te przedmioty po prostu mają za dużo wolnego czasu.
O MATKO, JA MYŚLAŁEM, ŻE TO TYLKO U MNIE! U mnie pilot od tv regularnie ląduje w... piekarniku (jakim cudem, pytam?!). Albo okulary, które szukam przez pół godziny, a potem odkrywam, że mam je na własnej głowie – to jest ten spisek, MÓWIĘ CI! Chyba mamy w domach tych samych złośliwych, domowych poltergeistów.
Haha, znam to doskonale! U mnie chyba krasnoludki wynoszą wszystko do równoległego wszechświata, a potem rzucają w losowe miejsca. Ostatnio klucze znalazły się w bucie, którego nie nosiłam od pół roku, serio.
O kurde, BRACIE/SISTRO W NIEDOLI, to jest MOJE życie! U mnie to chyba jakieś małe, niewidzialne elfy nocami urządzają sobie rave party i w ramach "podziękowań" za użyczenie lokalu, chowają mi rzeczy w najbardziej absurdalnych miejscach. Ostatnio telefon szukałam dwie godziny, żeby znaleźć go w koszu na pranie – serio, w środku brudnych skarpetek!
O MATKO, znam to! U mnie to samo! Już się zastanawiałam, czy po prostu nie kupić sobie na szyję takiej smyczy dla kluczy, co ją noszą panie woźne, bo inaczej to chyba nigdy nie dojdę, gdzie jest cała reszta mojego dobytku. Raz szukałam okularów przez godzinę, żeby znaleźć je na głowie, ale to akurat klasyk.
No dobra, ale pilot w ryżu to jest MISTRZOSTWO! U mnie najczęściej gubią się w magiczny sposób pod kołdrą, której PRZECIEŻ nikt nie ruszał. To musi być jakaś równoległa rzeczywistość dla zgubionych przedmiotów.