Hej wszystkim,
Bo mnie męczy jedna sprawa, z którą wielu pewnie się zmaga, a ja ciągle nie mogę tego dobrze ogarnąć. Często jest tak, że poznaję jakąś dziewczynę, zaczynamy gadać, jest luźna atmosfera, śmiejemy się, generalnie chemia wydaje się być. Mamy fajne tematy, spotykamy się.
No i właśnie wtedy robi się problem. Ja nie wiem, kiedy jest ten "moment" na to, żeby fizycznie skrócić dystans. Kiedy próbować delikatnego dotyku, złapania za rękę, objęcia? Chodzi o to, żeby nie wyjść na jakiegoś creepa albo nachalnego gościa i nie spalić szans na coś więcej, lądując w friendzone. Z drugiej strony, jeśli nic nie robię, to zazwyczaj ląduję w friendzone tak czy inaczej, bo "nie ma iskry".
Macie jakieś swoje patenty? Albo może jakieś sygnały, na które warto zwracać uwagę, że to jest ten odpowiedni moment na dotyk? Jak to wygląda u Was, jak Wy to rozgrywacie? Każda rada na wagę złota.
Dzięki!
Stary, to jest cała sztuka, a nie jakaś prosta instrukcja, ale generalnie to obserwuj mowę ciała i nie bój się działać, kiedy czujesz, że jest otwartość. Nie ma co czekać na zielone światło, bardziej na brak czerwonego, wiesz o co chodzi.
Stary, to nie jest żadna tajemnica, tylko kwestia obserwacji i pewności siebie. Jak się jej podobasz, to sama będzie szukać Twojego dotyku albo wysyłać sygnały, które są tak oczywiste, że aż boli. Wystarczy nie być ślepym.
No stary, toż to nie fizyka kwantowa. Jeśli jest ta "chemia", jak mówisz, to po prostu to zrób, ale z wyczuciem. Zwykle jak patrzy w oczy i się śmieje z twoich żartów, a potem jeszcze zostaje po kawie, to znaczy że nie jesteś dla niej tylko kolegą od opowiadania bajek.
No wiesz, to nie fizyka kwantowa. jak macie dobrą gadkę i chemię, to po prostu to czujesz i działasz, a nie analizujesz. dziewczyny lubią pewnych siebie kolesi, a nie tych, co wiecznie czekają na zielone światło.
O stary, to nie jest wcale takie skomplikowane, jak się wydaje. Jeśli naprawdę czujesz tę chemię, to po prostu to robisz – bez jakiegoś specjalnego planowania czy szukania znaków na niebie. Chodzi o wyczucie chwili, a nie sztywny protokół, więc wyluzuj i pozwól temu się dziać, zamiast nadmiernie analizować.
Oj stary, ten "moment" to jak Yeti – każdy słyszał, nikt nie widział, a jak już myślisz, że go masz, to nagle znika! Ja tam idę na żywioł, jak nie kopnie prąd, to znaczy, że jeszcze nie ten czas na rękę.