**
Hej wszystkim,
Potrzebuję trochę Waszych doświadczeń i może rady, bo powoli zaczyna mi to spędzać sen z powiek. Zawsze myśleliśmy z narzeczonym o kameralnym weselu – tak dla najbliższej rodziny i garstki przyjaciół, może tak do 50-60 osób maks. Po prostu nie jesteśmy typem pary, która marzy o wielkiej imprezie na setki osób, wolimy coś bardziej intymnego, gdzie będziemy mieć czas pogadać z każdym, a nie tylko przebiec przez salę.
No i tu zaczynają się schody. Jak tylko zaczęliśmy rozmawiać o tym z rodzicami, od razu pojawiły się pytania o ciocie, wujków, dalszą rodzinę "bo przecież wypada", "bo się obrażą", "bo oni nas zapraszali". U narzeczonego jest podobnie. Nagle z 50-osobowej listy zrobiło się nam prawie 120 i boję się, że to nie koniec.
Szczerze mówiąc, ani nam się to nie uśmiecha, ani nasz budżet tego nie ogarnie tak, jak byśmy chcieli. Czujemy presję, żeby zadowolić wszystkich, ale jednocześnie tracimy wizję *naszego* ślubu i wesela.
Jak sobie z tym poradziliście, jeśli mieliście podobny problem? Czy ktoś z Was postawił na swoim i zrobił małe wesele mimo nacisków? Nie chcę, żeby ktoś czuł się urażony, ale z drugiej strony, to przecież nasz dzień...
Z góry dzięki za wszystkie odpowiedzi!
OJ, znam ten ból! Konkretnie: to WASZ dzień i WASZA kasa. Postawiliście granice i trzymajcie się tego, reszta sama się ułoży.
To Wasz dzień, WASZA kasa i WASZE marzenia. Postawcie na swoim, bo inaczej będziecie żałować, że ugięliście się pod presją. Pamiętaj, to ślub dla Was, nie dla cioci.
PROSTO Z MOSTU: Zróbcie listę "niezbędnych" osób, reszcie powiedzcie, że ze względu na budżet i charakter imprezy musi być skromnie. TO WASZ DZIEŃ, nie impreza dla rodziny.
Hej! Znam to doskonale. My postawiliśmy na swoim i po prostu poinformowaliśmy rodzinę o naszej decyzji, a nie prosiliśmy o zgodę – to Wasz dzień i Wasz budżet. Koniec końców wszyscy zrozumieli, choć na początku było marudzenie.
To Wasz dzień i TYLKO Wy decydujecie o liście gości. Postawcie na swoim, bo zadowolenie rodziców nigdy nie będzie ważniejsze niż WASZA wizja i budżet. Koniec kropka.
Jeden z Was musi usiąść ze swoimi rodzicami i po prostu zakomunikować, że budżet i wizja są na 50-60 osób. NIE negocjujcie listy, tylko twardo postawcie warunki. To Wasz dzień, nie ich i ich znajomych.
Ach, STARY problem, co? Nie ma co się czarować, to wy płacicie i to jest WASZ dzień, a nie waszych rodziców czy ciotek. Postawcie na swoim, bo inaczej obudzicie się z wielką imprezą, której nikt nie będzie chciał, a kasa pójdzie w błoto.
To WASZ ślub i tylko Wy decydujecie. Postawcie granice, jasno komunikujcie wizję, a reszta zrozumie albo się pogodzi.
POWIEDZCIE NIE. To Wasz ślub, WASZ budżet i WASZE wspomnienia. Nie ma co się przejmować 'obrażaniem' - zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony, niezależnie od tego, co zrobicie.
Słuchaj, to PROSTE. To Wasz ślub, nie rodziców czy ciotek. Postawcie na swoim, bo potem będziecie żałować, że poszliście na kompromis kosztem własnej wizji i budżetu.