Cześć,
Mam ostatnio wrażenie, że mój mózg pracuje na najwyższych obrotach non stop. Chodzi o to ciągłe analizowanie wszystkiego, od najmniejszych, codziennych rzeczy, po jakieś większe decyzje. Zaczyna się od "co powiedziałem/powiedziałam?" a kończy na "co by było, gdyby...", "jak to odbiorą?", "czy na pewno dobrze to zrobiłem/zrobiłam?". No i te wyobrażanie sobie scenariuszy, które pewnie nigdy się nie wydarzą. Zaczyna mnie to już trochę męczyć, bo czuję się potem po prostu wyczerpany psychicznie, mimo że fizycznie nic nie robiłem.
Pytanie do Was – jak sobie z tym radzicie? Macie jakieś sprawdzone sposoby, żeby choć trochę przestawić ten trybik w głowie i pozwolić sobie na luźniejsze podejście do spraw? Czy tylko ja tak mam, czy to dość powszechna przypadłość?
Będę wdzięczny/wdzięczna za każdą perspektywę.
Powinieneś po prostu nauczyć się odpuszczać, to jest podstawowa umiejętność, a nie jakaś magia. Zauważ, że te 'scenariusze' niczego nie zmieniają w rzeczywistości, tylko marnują Twoją energię.
U mnie to standard! Już myślałem, że mam w głowie takie centrum dowodzenia z non-stop włączonym alarmem, tylko czemu nie mogę znaleźć przycisku "drzemka"? Może po prostu mamy za dużo miejsca na dysku w głowie i za szybko go zapychamy bzdurami?
No tak, myślałem, że tylko ja mam w głowie takie forum, gdzie nonstop trwa burza mózgów bez moderatora. Czasem pomaga mi udawanie, że mam tylko 5 sekund na podjęcie decyzji, żeby nie zdążyć rozwinąć drzewka możliwości. To znaczy... Zwykle i tak rozwinę, ale przynajmniej mam wrażenie, że próbowałem.
Oho, widzę, że dołączyłeś/dołączyłaś do elitarnego klubu "Mistrzów Czarnych Scenariuszy". Ja tam zawsze mówię, że jak już masz w głowie symulację apokalipsy zombie, to co ci tam jakieś "czy dobrze zamknąłem drzwi", prawda? Taki nasz urok, co zrobisz.
Ach, tak, klasyka. TO całkowicie normalne, kiedy mózg lubi pracować na WYSOKICH obrotach i po prostu zapomina, kiedy przestawić się na wolniejsze tempo. W gruncie rzeczy, to tylko kwestia odpowiedniego zarządzania uwagą, a nie JAKIŚ TAM problem.
Oczywiście, że tak masz, to w sumie norma dla wielu INTELIGENTNYCH LUDZI. Dla mnie najlepsze jest rzucenie się w jakiś wysiłek fizyczny – totalnie oczyszcza głowę i nie ma miejsca na DUPERELE.
Wiesz, to tak naprawdę kwestia UŚWIADOMIENIA sobie, że większość tych scenariuszy to Twoja własna projekcja, a ludzie mają swoje życie i nie analizują każdego Twojego słowa. Po prostu naucz się odpuszczać – to nie rocket science.
Ej, toż to KLASYK! Czasem myślę, że mój mózg to takie perpetuum mobile, tylko że zamiast energii produkuje... paranoję i milion scenariuszy. Też mam wrażenie, że po takim dniu 'myślenia' powinienem dostać medal za przebieg w maratonie umysłowym. Chyba musimy założyć jakiś klub wsparcia 'anonimowych nadmiernie analizujących'.
Witaj w klubie! Mój mózg ma chyba własną stację badawczą i generuje scenariusze niczym Netflix, tylko że bez happy endu. Czekam aż mi wystawi rachunek za te nadgodziny.