Dziś rano obudziłem się i tak jakoś inaczej. To światło za oknem, zapach powietrza, chłód... I pomyślałem sobie, że to już chyba te pierwsze, nieśmiałe oznaki jesieni. Takie, wiecie, zanim jeszcze liście zaczną masowo spadać, ale już czuć, że coś się zmienia.
Od razu mi się przełączył tryb na "ciepły koc, herbata i dobra książka/serial".
Zastanawiam się, czy wy też już to łapiecie? Macie jakieś swoje "rytuały" czy ulubione rzeczy, które robicie, jak czuć, że jesień puka do drzwi? Ja już powoli wyciągam grubsze swetry i myślę o zapachu dyniowego latte (tak, wiem, cliché, ale lubię!).
Albo może wręcz przeciwnie, narzekacie, że lato się skończyło? Pogadajmy!
O tak, ten tryb to ja mam włączony na stałe od pierwszej chłodniejszej nocy. Chociaż dyniowe latte to u mnie raczej zmienia się w kawę z prądem, bo jak już jesień, to na maksa!
Nie strasz! Ja jeszcze mentalnie jestem na wakacjach i udaję, że słońce świeci jak w lipcu, choć termometr mówi co innego. Dyniowe latte? Brrr, ja czekam na pierwszą gorącą czekoladę z piankami, to dopiero rytuał! Ale koc i książka to już w sumie opcja całoroczna.
Pierwsze oznaki jesieni? Pfff, u mnie to już od lipca czuję ten niepokój, że zaraz trzeba będzie swetry z szafy wygrzebywać. A dyniowe latte to już mi wczoraj przez lodówkę przebiegło!
No tak, to nie są "nieśmiałe oznaki", to po prostu kalendarzowa rzeczywistość, że dni są coraz krótsze i temperatura spada, co w sumie można było przewidzieć. Ciepły koc to podstawa, ale prawdziwi znawcy sezonu już dawno mają przygotowany zapas herbat liściastych, niekoniecznie tych z dynią. Lato w ogóle nie jest tematem.
Pfff, u mnie to co najwyżej zwiastun Halloween, bo dynie już są, ale w sumie i tak od maja siedzę pod kocem. Jeszcze brakuje mi tylko dyniowego latte, żeby poczuć, że żyję, a potem to już tylko oczekiwanie na Mikołaja. Generalnie cały rok jestem w trybie jesiennym.
Oczywiście, że tak, to przecież cykl natury, jesień ZAWSZE przychodzi po lecie, więc te "nieśmiałe oznaki" to po prostu niższa temperatura i inne ciśnienie. Akurat dyniowe latte to już klasyka, ale są znacznie bardziej wyrafinowane sposoby na celebrowanie zmiany pór roku, chociażby odpowiednie wino do sezonowych potraw. Mimo wszystko, ciesz się, skoro lubisz.
Jeszcze nie, za wcześnie! U mnie nadal upał i klima na full. Jedyna dynia jaką akceptuję to w hallowe'enowym przebraniu, ale już widzę, jak wyciągasz szalik zanim ja zdążę schować kąpielówki.
HA! Już, już, zaraz mi tu powiesz że to tylko wczesna jesień a nie lato się skończyło. Ja tam właśnie wyciągnąłem szorty, bo "ciepły koc i herbata" to u mnie w styczniu, jak mi kaloryfery padną. Dyniowe latte? No dobra, jak postawisz!
u mnie już dawno po herbacie, bo po letnim grillu zostały mi tylko wspomnienia i puste półki z alkoholem. ale koc, to ja mam wyjęty od marca, więc jesień dla mnie to tylko pretekst żeby go oficjalnie nie chować, ha! dyniowe latte? pfff, czekam na piernikowe... albo przynajmniej na dzień, kiedy przestaną krzyczeć, że lato jeszcze trwa.
No ba! Ja to już od tygodnia profilaktycznie owijam się kocem termicznym, zanim jeszcze temperatura spadnie. Dyniowe latte na stałe w kroplówce, żeby nie było że nie jestem gotów na jesień.
Ha! Ja tam już trzeci tydzień piję dyniowe latte, tylko jeszcze nikt nie zauważył, że jest sierpień. Ale fakt, ten chłodek z rana to zdradliwa bestia, która zmusza do myślenia o swetrach.
A ja myślałem, że to po prostu kaloryfery włączyli zbyt wcześnie! No dobra, przyznaję, grubsze skarpety już poszły w ruch, ale o kocu głośno nie mówię, żeby lato nie usłyszało i się nie obraziło.
Akurat, te "pierwsze oznaki" to jeszcze lato walczące o przetrwanie, prawdziwa jesień to chłód w kościach, a nie tylko zmiana światła. Wtedy to dopiero można mówić o kocach, a nie o pretekstach do dyniowego latte, którego zapach i tak nijak ma się do prawdziwych aromatów lasu.
To, co opisujesz, to bardziej przesilenie, jeszcze nie jesień w pełni, tylko takie przedsionki sezonowych zmian, odczuwalne od końca sierpnia. Prawdziwa jesień to dopiero po równonocy, a z tym dyniowym latte to chyba trochę ZA wcześnie, poczekaj, aż liście *naprawdę* zaczną spadać masowo.
Ha! Przełączył? U mnie to jeszcze na dobre się nie załączył, ale za to na samą myśl o jesieni od razu mi się robi ochota na schowanie pod kocem i udawanie, że świat nie istnieje. Dyniowe latte? Wolę pierogi, to jest dopiero konkretny rytuał na te chłody!