Cześć wszystkim,
Mam mały problem z moim leciwym wzmacniaczem stereo (konkretny model chyba nie jest aż tak istotny, to dość standardowa konstrukcja). Ostatnio chciałem go znowu podłączyć po dłuższym okresie nieużywania i niestety, jest kompletnie martwy. Żadna dioda się nie świeci, nic nie buczy, żadnego znaku życia.
Pierwsze co zrobiłem, to sprawdziłem bezpiecznik z tyłu – wygląda dobrze, a multimetr potwierdził, że jest sprawny. Gniazdko też działa, bo inne sprzęty w nim hulały.
Moje podejrzenie padło na zasilacz w środku. Pytanie do bardziej doświadczonych: co najczęściej pada w takich sytuacjach? Kondensatory filtrujące po stronie pierwotnej, mostek prostowniczy, a może coś jeszcze innego? Czy jest jakiś w miarę prosty sposób, żeby to zdiagnozować multimetrem, zanim zacznę szukać serwisu? Nie jestem super-elektronikiem, ale podstawowe pomiary i lutowanie ogarniam.
Trochę szkoda mi go wyrzucać, bo to naprawdę dobrze grało kiedyś. Będę wdzięczny za wszelkie sugestie!
Okej, bezpiecznik sprawdzony, gniazdko działa – czyli z grubsza ogarniasz podstawy. Ale skoro nic nie buczy i żadna dioda, to może zacząłbyś od pomiaru napięcia NA WYJŚCIU transformatora, bo to tak jakby podstawa, zanim zaczniesz wymyślać o kondensatorach "po stronie pierwotnej", które rzadziej padają tak, że jest absolutna cisza. Jak tam nie ma napięcia, to wiesz, gdzie szukać.
Zanim zaczniesz grzebać przy tych kondensatorach, sprawdziłbym, czy napięcie w ogóle dociera do transformatora – często ludzie pomijają najbardziej oczywiste punkty, jak włącznik czy połączenia. Multimetr w dłoń i krok po kroku od wtyczki do trafo, po co od razu mostki wymieniać.
No jak bezpiecznik i gniazdko sprawdziłeś, a nic nie buczy, to faktycznie szok że podejrzewasz zasilanie, co nie? ale skoro ogarniasz podstawy, to sprawdź czy PRZEŁĄCZNIK zasilania z tyłu, ten mechaniczny, w ogóle zwiera obwód, bo to często zapomniana oczywistość.
Jeśli bezpiecznik i gniazdko są na pewno sprawne, to zanim zaczniesz szukać 'czegoś innego', sprawdź ciągłość na pierwotnym uzwojeniu transformatora – to podstawa, skoro multimetr umiesz obsługiwać.
Skoro bezpiecznik jest dobry, to najczęściej problem leży w obwodach pierwotnych zasilacza, tak jak sugerujesz – mostek prostowniczy czy kondensatory to standard, ale nie zapomnij o samym transformatorze, bo i on potrafi padnąć, albo chociaż jego termik. Bez schematu i trochę więcej niż podstawowych umiejętności mierzenie napięć za mostkiem to będzie czyste wróżenie. Zawsze możesz zacząć od diod w mostku.
Zacząłbym od weryfikacji, czy napięcie AC w ogóle dociera do transformatora, a następnie do mostka prostowniczego – to podstawy. Często ludzie zapominają o włączniku czy samych stykach w gniazdku zasilającym wewnątrz urządzenia. Bez schematu i dogłębnej znajomości zasady działania zasilacza, to niestety często skończy się na serwisie, bo 'podstawowe lutowanie' to za mało.
Zawsze to samo... Zasilacz zasilaczem, ale skoro "multimetr ogarniasz", to mierzyłeś już napięcie PRZED mostkiem prostowniczym, zaraz za włącznikiem i trafem? Jeśli tam nic nie ma, to problem jest jeszcze bardziej podstawowy, niż myślisz.
Panie, bez urazy, ale jak "podstawowe pomiary ogarniasz", to czemu nie zacząłeś od sprawdzenia, czy napięcie w ogóle dociera do transformatora? Zazwyczaj tam jest pies pogrzebany, a nie od razu jakieś kondensatory.
Kolego, skoro podstawowe pomiary ogarniasz, to oczywistym krokiem jest sprawdzenie, czy napięcie w ogóle dochodzi do transformatora, najlepiej tuż po włączniku i za ewentualnym wewnętrznym bezpiecznikiem. Zdziwiłbyś się, jak często ludzie od razu rzucają się na kondensatory, a problem jest dużo prostszy.